Najlepsze nurkowania



Relacja z wyjazdu na Galapagos kwiecień 2008


Wyprawa na Galapagos

 

W kwietniu spełniło się wreszcie moje wieloletnie marzenie. 5 kwietnia udało mi się wybrać na długo wyczekiwaną wyprawę na Galapagos. Do ostatniej minuty nie wierzyłem, że się uda, ponieważ podczas poprzednich 4 prób, za każdym razem coś stawało mi na przeszkodzie. 5 kwietnia pojechałem zdrowy i szczęśliwy na samolot do Duesseldorfu. Tu spotkałem swojego pierwszego towarzysza podróży. Podróż Iberia była raczej zadowalająca, podczas lotu do Madrytu nie było zbyt dużo miejsca na rozprostowanie nóg, a jedzenie i picie, o czym wiedzieliśmy wcześniej, trzeba było opłacać samemu. W Madrycie spotkaliśmy się z pozostałymi uczestnikami wyprawy, którzy przylecieli z Berlina, Frankfurtu i Zurychu. Razem polecieliśmy do Ekwadoru, cały przelot był bardzo punktualny. Po przylocie do Quito spędziliśmy noc w pięknym Quito Hotel, skąd zabrano nas następnego ranka na samolot do San Christobal.

Galapagos Aggressor II

Z 14 nurkami dotarliśmy do San Chistobal, od tego momentu wszystko udawało się idealnie. Transfer był sprawnie zorganizowany i już w porcie udało nam się zobaczyć lwy morskie i pelikany. Na statku rozlosowaliśmy kabiny i wyruszyliśmy na pierwsze miejsce nurkowe. Przewidziany był check dive z lwami morskimi. Wieczorem, znowu w porcie zostaliśmy wprowadzeni w zasady funkcjonowania statku i nurkowania, powiedziano nam również ile piwa znajduje się na statku- nasz przewodnik zaraz po tym musiał udać się na zakupy ;-). Przez następne 12 dni obowiązywał program: nurkowanie, jedzenie i spanie. Były oczywiście także wyjątki, ponieważ musieliśmy odbyć 4 wycieczki lądowe. Pogoda podczas naszego rejsu była zaskakująco dobra. Nikt z nas nie liczył się z świecącym cały czas słońcem, wysokimi temperaturami i brakiem chmur, choroba morska była niemożliwa. Nie mamy żadnych powodów by narzekać na statek, załogę i jedzenie. Jedzenie było serwowane w loży lub na górnym pokładzie, obiad jako bufet, kolacja zaś przy stole. Do posiłków podawane czerwone i białe wino, nawet piwa starczyło.

Wycieczki lądowe

Oferowane wycieczki lądowe spełniły nasze oczekiwania. W określonych wcześniej porach mogliśmy odwiedzić wybrane wyspy, nasz przewodnik nurkowy Walter oprowadzał nas także po wyspach i zapoznawał z życiem tam panującym. Zwierzęta nie był nieśmiałe, mogliśmy spokojnie podchodzić do nich w większych grupach. To co mnie się najbardziej podobało to lwy morskie, głuptaki niebieskonogie, fregaty, lądowe i wodne iguany oraz oczywiście wielkie żółwie.

Nurkowanie

Nurkuje się zawsze z dodatkowych pontonów, w zmieniających się grupach lub w systemie partnerskim, ja nurkowałem m.in. z jednym z naszych przewodników. 12-litorwe butle napełniane były nitroksem 34%. Intro odbywało się przed każdym nurkowanie, dodawane były również informacje o prądach, które prawie zawsze były bardzo dokładne. Ale co najważniejsze, podwodny świat spełnił wszystkie nasze oczekiwania. Uważam, że na Galapagos można wskoczyć do wody w dowolnym miejscu i spotkać rekiny, płaszczki, żółwie i wiele innych stworzeń. Temperatura wody była jak na Galapagos dosyć wysoka, w zależności od miejsca wynosiła ona na między 24 a 29ºC, a w zależności od głębokości, z pewnymi wyjątkami od 23 do 24ºC. Tylko na zachód od Isabela było zimniej, ale samogłowy, lwy morskie, koniki morskie i nurkujące pingwiny oraz kormorany sprawiły, że dało się wytrzymać te 18ºC. Spędziliśmy 4 dni na Wolfie i Darwinie, ale nie tylko tutaj widzieliśmy mnóstwo rekinów młotów. Jedyne co nie było udane podczas naszej wyprawy to widoczność, częściowo zielona woda z maksymalną widocznością wynoszącą ok. 10 metrów. Stada rekinów młotów widzieliśmy z pewnością bardzo często, z reguły trudno jednak było dostrzec naraz więcej niż 20-30 sztuk, to samo dotyczyło stad devils ray, które bardzo rzadko widzieliśmy w pełnej krasie. Rekina wielorybiego spotkali jedynie Ci, którzy byli we właściwej grupie, ale za to widzieli go w całości i pozostał chwilę przy grupie. Koniki morskie na Galapagos są dosyć duże, stada barakud składają się setek osobników, żółwie i mureny spotkać można na każdym kroku, szczególną atrakcją było odnalezienie ślimaka nagoskrzelnego.

Nasza grupa

Poprowadziłem już wiele podróży grupowych i muszę przyznać, że nasza ekipa jest bardzo zgrana. Świetnie się rozumieliśmy i spędziliśmy razem bardzo miło czas. Z Robertem dzieliłem kabinę i wszystko było w porządku. Iswing i Ruediger znałem już z wyprawy na Cocos Island, tym razem Ruediger zakochał się w żółwiu, ale poza tym wszystko było w porządku. Louise i Norbert to nasi najmłodsi współtowarzyszem, zawsze razem zanurzali i wynurzali się z wody. Nasi zawodowcy jeśli chodzi o podróże to Elke i Juergen, tym rejsem zapełnili jedną z ostatnich pustych kart na ich mapie wypraw. Nasi szwajcarscy znajomi Saskia i Urs nie opuścili prawie żadnego nurkowania i intensywnie zajmowali się filmowaniem i fotografowaniem. Thomas i Claudia mieli zawsze dobry humor i wprowadzali innych w świetny nastrój. Johannes, nasz olbrzym potrzebował dużo powietrza i kalorii ale również nasz smakosz zawsze był najedzony i udawało mu się wynurkować dozwolone 55 minut. No i był jeszcze Petra- który przyjechał z zaliczonymi jedynie 38 nurkowaniami został bardzo szybko moim partnerem nurkowym. Po nurkowaniach zapisał w swoim logbooku: rekiny młoty, barakudy, stada samogłowów, devils ray, lwy morskie, delfiny, rekiny z Galapagos, rekina wielorybiego, koniki morskie, nurkujące kormorany i pingwiny. Na moje pytanie jak mu się podobało, odpowiedział: Całkiem dobrze, ale spodziewałem się, że rekiny młoty będą lepsze”. Po podróży Petra umiał już całkiem dobrze utrzymywać pływalność. Żeby nikt mnie źle nie zrozumiał, Petra to wspaniały towarzysz podróży, a przy następnej wyprawie na Malediwy w lutym przyszłego roku, obiecałem mu że pośród rekinów wielorybich i mant nauczę go jak sobie radzić przy nurkowaniach w prądzie.

Podróż powrotna

Ostatniego dnia musieliśmy opuścić łódkę o 08:30, przed odlotem mogliśmy jeszcze pozwiedzać San Christobal. Lot liniami Aerogal do Guayaquil był znowu punktualny i również przy podróży powrotnej nie musieliśmy płacić za nadbagaż. Lot liniami Iberia do Madrytu był znowu punktualny, jedynie lot dalej do Duesseldorfu był spóźniony o godzinę. Bagaż dotarł cały.

Podsumowanie

Galapagos, przynajmniej jeśli chodzi o naszą grupę nie tylko spełniło nasze oczekiwania ale nawet je przerosło. Jest to podróż, w którą trzeba się koniecznie wybrać.


Powiązane oferty



Rejsy

Galapagos Aggressor III

Galapagos/Ekwador

Bardzo komfortowy statek o wysokim standardzie. Najważniejsze są nurkowania ale oferowane są także zejścia na ląd.