Najlepsze nurkowania



Safari w Tajlandii na pokładzie Ocean Rover


3 grudnia pojechałam razem ze swoimi walizkami na lotnisko w Hanowerze, gdzie zaczęła się moja podróż do Tajlandii. Przede mną był rejs po Morzu Andamańskim na pokładzie Ocean Rover. Nadałam bagaż do Phuket a sama poleciałam Lufthansą do Frankfurt. Stamtąd leciałam Thai Airways przez Bangkok do Phuket. Połączenie było idealne. Po 11 godzinach nocnego lotu, godzinnym przystanku w Bangkoku i kolejnej godzinie do Phuket wreszcie dotarłam do celu mojej podróży. Lot był przyjemny, obsługa bardzo dobra, a dodatkowe 10 kg bagażu nurkowego sprawiają, że spełnione są wszystkie oczekiwania stawiane dobrej linii lotniczej. Wg mnie jednak linie te nie mogą się równać z liniami Singapore Airlines czy Emirates. Jednak główną zaletą linii Thai jest to, że oferuje bezpłatny dolot Lufthansą do Frankfurtu. W Phuket zostałam odebrana z lotniska, podróż taksówką do Kata Beach trwała ok. 50 min. Spędziłam kilka godzin na opalaniu się na plaży, zjadłam kolację w rybnej restauracji w bardzo korzystnej cenie. Następnie obejrzałam bazę należącą do Dive Asia. Następnego dnia odebrał mnie z hotelu kierowca z Ocean Rover i zawiózł do Chalong Beach, gdzie znajduje się biuro i jednocześnie miejsce spotkań Ocean Rover. Tam czekali już inne goście. Po uiszczeniu opłaty parkowej w wysokości 50 USD płatne w gotówce zostaliśmy zabrani autobusem do portu, gdzie cumował Ocean Rover. Powitała nas tam załoga i przydzieliłam nam kabiny. Kiedy do niej weszłam byłam pod wrażeniem wielkości. Ogromne podwójne łóżko (co najmniej 2 na 2 metry) z małym łóżkiem ponad, szafa i mały stolik. Łazienka wyposażona jest w prysznic z ciepłą wodą i toaletę. W kabinach regularnie wymieniane są ręczniki, do dyspozycji jest szlafrok i suszarka do włosów. Statek jest bardzo komfortowy, przestronny, kompletnie klimatyzowany. Jednak najlepsze na pokładzie jest jedzenie. Śniadanie, obiad i kolacja w formie bufetu, bardzo urozmaicone i po prostu pyszne. Rejs na który się wybrałam obejmował Similany, Ko Bon, Ko Tachai, Richelieu Rock, wyspę Phi Phi i kilka raf w pobliżu Phuket. Similany znajduję się z 9 wysp rozłożonych z północy na południe na długości 24 km. Składają się one głównie koralowych wzniesień pod wodą, jak również dużych skalnych bloków, dzięki czemu powstało tu dużo dziur, pasaży i przejść. Mogą tu występować silne prądy, są jednak różne zakamarki, które powodują ograniczenia w prądach. Do zobaczenia są kolorowe rybki rafowe, ośmiornice, rekiny białopłetwe, rekiny leopardzie, mureny, tuńczyki, napoleony, węże morskie. Przede wszystkim zobaczyć można tutaj inne łodzie i nurków. Przyjęliśmy to jednak z dużą dawką humoru i trzymaliśmy się trochę z tyłu. W końcu nie ma sensu wpychać się między 15 nurków robiących zdjęcie jednego ślimaka. Mnie osobiście bardziej podobała się rafa wokół Richelieu Rock. Co się tam jako pierwsze rzuca w oczy to duża różnorodność anemonów i ich małych mieszkańców. Ale również piękne miękkie korale i rybki rafowe dopełniają obrazu. Po 8 nocach na pokładzie i 28 nurkowaniach dotarliśmy z powrotem do portu. Wykwaterowanie było o 7 rano, tak by goście mieli jeszcze czas zapłacić w biurze za napoje alkoholowe, nitroks, pamiątki. Później krótkie pożegnanie i powrót do kraju. W sumie wspaniały krótki urlop z kilkoma świetnymi nurkowaniami, nawet niezależnie od dużej ilości innych nurków.