|


Nurkowanie z humbakami na TongaOpis:5-14 Sierpnia 2002
Wyprawa na łodzi Nai'a.
Nai’a: jacht motorowy o długości 120 stóp, 8 luksusowych kabin, z łóżkami queen size. Oferuje 6 tygodni nurkowania/snorkowania w Vava’u od lipca do września z Humbakami.
Właściciel łodzi: Rob Barrell
Kierownik wyprawy: Cindi LaRaia, Dive Discovery Travel
Podróż moich marzeń na pokładzie Nai’a, moja ulubiona luksusowa łódź wszech czasów! Obecnie jestem dokładnie tydzień po powrocie z mojej najlepszej wyprawy z humbakami na Ha’apai Islands w królestwie Tonga. Zazwyczaj szybciej umieszczam moje relacje z podróży na stronie i w newsletterze, pisząc je podczas długiego lotu powrotnego do Stanów Zjednoczonych. Jednak tym razem przytrafiło mi się coś wyjątkowego i spełniło się moje wieloletnie marzenie.
Będąc małą dziewczynką zaczęłam się interesować oceanem, wielorybami, delfinami i całym życiem podwodnym. Moja pierwsza publikacja, którą napisałam w piątej klasie dotyczyła oceanografii. W wieku 9 lat zaczęłam się udzielać w Greenpeace i organizacji Jacques Cousteau. Moja miłość do morza rozpoczęła się od wielorybów i stale rosła podczas gdy czytałam wszystko na ich temat co mi wpadło w ręce. Teraz należę do kilku stowarzyszeń, w tym do Cetacean Society. Mam dużo szczęścia, że mogę podróżować po świecie, prowadzić rejsy nurkowe, uczyć się o życiu podwodnym i podziwiać wieloryby przemierzając morze.
Moim wieloletnim marzeniem, bardzo szczególnym dla mnie było znalezienie się oko w oko z wielorybem pod wodą. Czytałam bardzo wiele relacji innych ludzi, na temat tego, jak ogromną więź się czuje będąc tak blisko jednego z tych niesamowitych stworzeń w tej samej przestrzeni, czując energię tego delikatnego gigantycznego zwierzęcia, które ludzie tak starają się wytępić. Zdarzyło mi się wiosłować w przepięknej zatoce San Francisco z kalifornijskimi pływaczami szarymi, które skradały się pod mostem Golden Gate podczas podróży powrotnej z wód Alaski i Arktyki. Widziałam wieloryba znajdującego się zaraz przy końcu mojego wiosła kiedy brał ostatni oddech aby zanurkować. Podniósł swoją wielką głowę, sprawdzając która śledzi go przez całą drogę przez zatokę.
Siedzę więc z emocjami skrytymi w sobie od ponad tygodnia, po tym jak pozwoliłam aby ostatniego dnia na pokładzie Nai’a spełniło się największe z moich marzeń. Teraz ktoś siedzi płacze przy muzyce z filmu Lassie Wróć. Bałam się pisać o tym, właściwie nie wiem dlaczego. Muszę mieć pewność, że obok mnie przy komputerze znajduje się duża paczka chusteczek higienicznych. Rob, mam nadzieję, że jesteś teraz zadowolony, ponieważ kiedy tylko uporządkowałam moje notatki i pozwoliłam sobie wyobrazić to niesamowite spotkanie, pojawiły się łzy. Mam także czekoladę i kieliszek czerwonego wina, dziękuję za to Peterowi u Marie Jose (fantastycznym przyjaciołom), którzy wiedzieli, ze będę potrzebowała endorfin, aby napisać tę cudowną historię.
Rozpoczynając moją opowieść, pogoda była okropna, średnia prędkość wiatru przez większość podróży dochodziła do 25 węzłów, poza tym cały czas padał deszcz i było zimno. Podczas zaledwie 2 z 9 dni świeciło słońce a morze było spokojne. Zima w Tonga. Zaczynaliśmy dzień śniadaniem o cywilizowanej godzinie - 8:00, później ubieraliśmy sztormiaki, aby wyjść na wspaniały przestronny pokład, aby obserwować walenie. Mieliśmy szczęście, że na pokładzie było z nami 2 biologów morskich dokumentujących wieloryby i fotografujących ich płetwy ogonowe w celu identyfikacji. Dużo dowiedzieliśmy się od Nadine i Simona z Nowej Zelandii. Widzieliśmy przepiękne wieloryby przełamujące swe ciała w powietrzu, jakie ogłada się na pocztówkach. Dowiedzieliśmy się tez, że zazwyczaj wieloryby robią to w ciągu, przynajmniej 3 razy, więc był czas na to, aby pobiec po aparat fotograficzny. Super!
Dzień trzeci był magiczny. Wszędzie wieloryby! W moim log booku oznaczyłam go z 5 gwiazdkami. To również był jeden z tych dwóch pięknych słonecznych dni ze spokojnym morzem. Obudziłam się śniąc o wielorybach i faktycznie później widzieliśmy wieloryby! Mieliśmy niesamowite spotkania z waleniami, teraz jeśli tylko by się zbliżyły na odpowiednią odległość dla mojego nikonosa z soczewką 15mm. Spędziliśmy popołudnie pływając z wielorybami. Mogliśmy oglądać 7 wielorybów bardzo aktywnie parujących się lub próbujących się parować. Nazywają to „hałaśliwymi grupami”, ponieważ zazwyczaj jest dwóch lub więcej samców agresywnie walczących o seksualne względy samicy. Walka jest bardzo chaotyczna i przeważnie odbywa się przy powierzchni, co się ogląda niesamowicie, kiedy walenie nie są świadome naszej obecności. Wieloryby są bardzo głośne i ryczą podczas oddychania, często wypuszczając długie fale bąbelków pod wodą. Samce mogą się na siebie rzucać oraz przełamywać się na sobie, taranować się i uderzać płetwami. Szaleństwem jest oglądać walkę z łodzi, ale być w wodzie to już inna historia. Nie jest to zbyt rozsądny pomysł, ale ja oczywiście chciałam być w wodzie zaraz obok nich.
Rob odkrył, że zanurzone rafy to ulubione miejsca spotkań wielorybów. Widzieliśmy wiele przełamujących się nad powierzchnią wielorybów oraz uderzających się płetwami i ogonami. Muszą się posługiwać jakimś sygnałem, ponieważ niebawem przybyło więcej osobników i wokół nas było nagle bardzo dużo wielorybów. Obserwowaliśmy wieloryby uderzające swoimi ogromnymi 15 i 20-stopowymi płetwami o powierzchnię wody około 30-40 razy. Wyglądały, jakby się doskonale bawiły. Wyjątkowo urocze było kiedy matka uczyła swoje dziecko, aby robiło ze swoimi maleńkimi płetwami to samo, co ona.
Do końca tego cudownego dnia widzieliśmy łącznie 25 różnych wielorybów! Muszę powiedzieć, że należy mieć odpowiednie płetwy, aby dotrzymać tempa wielorybom podczas snorkowania. Ja mam normalne sztywne płetwy i było mi bardzo ciężko rozpędzić się przy powierzchni. Teraz zakupiłam nowe dzielone płetwy, którymi wszyscy się zachwycali. O wiele łatwiej się z nimi snorkuje, co nie zmienia faktu, ze warto być w dobrej formie. Ja jestem w stosunkowo dobrej formie a i tak miałam wrażenie, że wypluję płuca! O i prawie zapominałam, że spotkaliśmy jeszcze dwa płetwale karłowate. Były bardzo ciekawskie i pływały z nami dłuższą chwilę okrążając łódź, dając nam przy tym wiele radości. Wyglądały przepięknie poruszając się powoli i z gracją. Czuliśmy ich ciekawość, ponieważ zupełnie się nie bały i były zachwycone naszym towarzystwem. Co za dzień!
Nurkowania odbywały się codziennie, 2 lub 3 razy dziennie w zależności od aktywności wielorybów. Kilka razy wieloryby zbliżyły się do nas podczas nurkowania, to było bardzo ekscytujące. Nie widzieliśmy ich pod wodą, ale mogliśmy je słyszeć. Dźwięki, jakie wydają wieloryby są rozpraszające. To bardzo irytujące, kiedy będąc na rafie próbujemy się skoncentrować i dojrzeć interesujące stworzenia, kiedy za nami znajdują się wieloryby. Pieśń wielorybów jest bardzo zróżnicowana i jednocześnie dekoncentrująca. Nie mogłam się skupić, kręciłam się w koło i płynęłam za dźwiękiem w nadziei że spotkam wieloryby.
Mieliśmy fantastycznego nowego członka załogi o imieniu Steve. Steve, który jest inżynierem, zna się praktycznie na wszystkim. Oficjalnie odpowiadał za stan łodzi na ladzie na Fiji. Jest bardzo mądry i utalentowany. Wraz z naszym drogim przyjacielem Petet Oortwijn (gość na Nai’a podczas tej podróży) Steve opracował rodzaj podwodnych słuchawek działających razem z systemem zakupionym przez Roba, nagrywającym pieśni i dźwięki wydawane przez wieloryby. Wykonali fantastyczną robotę ucząc się obsługi programu i wykorzystania go tak, aby wydobyć dźwięk na powierzchnię, oddzielając go od dźwięku wydawanego przez silnik, tak abyśmy mogli oglądać i słuchać na wykresie komputerowym jęków i krzyków (jak je nazywali) wielorybów komunikujących się między sobą. Teraz Rob miał trochę danych oraz wiedzy, aby kontynuować swoje starania nagrywając i próbując zanalizować niesamowitą kakofonię dźwięków wielorybów. To było dla nas wszystkich niesamowite i bardzo kształcące przeżycie.
Kontynuując życie na łodzi, kolejne dwa dni były raczej bezowocne, padał deszcz i wiał silny wiatr. Jednak dowiedziałam się w jednym z tych dni, że mój drogi kolega Peter wysłał mi raport, który znalazł na stronie internetowej dotyczące wszystkich podwodnych trzęsień ziemi, które miały miejsce podczas naszej wizyty między Fiji i Tonga. Teraz się zastanawiam jak te trzęsienia ziemi wpływają na wieloryby.
Również byliśmy świadkami aktywności dwóch wulkanów tego dnia. Z jednego wulkanu wydobywał się dym, aktywności drugiego – zwanego wyspą Koa – Rob nawet nie zauważył, ale my widzieliśmy dym z tego wulkanu o kształcie idealnego stożka. To bardzo ciekawe, ponieważ książę Tonga był bardzo podekscytowany wielorybami i wulkanem, który znów ożył. Sądzę więc, że ta aktywność wulkanów może mieć jakiś wpływ na nasze wieloryby.
Ostatni dzień był moim mistycznym dniem z ukochanymi wielorybami. Prędkość wiatru wynosiła ok. 25-30 węzłów w porywach do 40. Tego dnia nie brałam udziału w porannym nurkowaniu, poświęciłam ten dzień wielorybom. Medytowałam na mostku w samotności wyobrażając sobie spotkanie z wielorybem.
WIELORYBY!! Widzieliśmy matkę z dzieckiem w wieku około 1 miesiąca, „eskortujących” łódź przez dłuższą chwilę. W końcu zwróciłam się do Roba: „Rob uważam, że powinniśmy wskoczyć do wody z tymi wielorybami”. On odpowiedział: „Cindi myślę, że masz rację”. Wtedy wszyscy jak najszybciej przebraliśmy się w skafandry i wyskoczyliśmy w wielkiej łodzi. Mieliśmy 3 próby z wielorybami i za każdym razem wieloryby nas pozdrawiały! Po powrocie na łódź, wskoczyliśmy znowu i to było nurkowanie z moich snów.
Płynęłam jak szalona, przebijając się przez fale, maksymalnie nakręcona, tym bardziej, że nie płynęły one zbyt szybko. Oczywiście, już wcześniej skończyłam swój film myśląc, że najlepsze jest już za mną, co było ogromnym błędem. Nagle, nie wiedzieć czemu, wieloryby skręciły w prawo i praktycznie zatrzymały się naprzeciwko mnie. Prawie zderzyłam się z małym, które było ze mną nawet na powierzchni. Matka była zaraz pod nim a eskorta zaraz pod matką. Byłam oszołomiona. Moje marzenie właśnie w tym momencie się spełniało. Z tego, co pamiętam zaczęłam jęczeć. (Zazwyczaj rozmawiam z mantami, ośmiornicami itp., co wzbudza u nich zainteresowanie). W tej sytuacji nie byłam w stanie wydać z siebie innych dźwięków, nie pamiętam właściwie co w tym czasie robiłam. Zaczęłam wracać do życia i mówić „Cindi, znajdź oko maleństwa”. Wreszcie wśród pomarszczonej skóry udało mi się znaleźć oko. Wieloryb gapił się na mnie. Dobry Boże, moje marzenie. Jęczałam nawet głośniej, równo z wielorybem. Wyciągnęłam swoją lewą rękę najdalej jak potrafiłam. Mały wieloryb podniósł swoją płetwę, równo ze mną. Byliśmy nie dalej niż jedna stopę od siebie, później matka podniosła swoją płetwę piersiową w moim kierunku. Endorfiny uwolniły się równocześnie ze łzami.
Kto pamięta piosenkę „This magic moment”………………………
Z głębi serca dziękuję wszystkim, którzy pozwolili, aby to się wydarzyło, dziękuję!
Cindi LaRaia
Cały czas aktywnie realizuję moja misję ratowania wielorybów. Dla osób, zainteresowanych
Pomocą lub chcących dowiedzieć się więcej: można dołączyć do Cetacean Society International - www.csiwhalesalive.org.
Będziecie przerażeni tym, w jak okrutny sposób Japończycy zabijają wieloryby.Kraj: TongaŁódź nurkowa:Nai´a
|
|